Własny Dom z Partnerem – Jak wybrać działkę? cz.2

Mrugnij i przegapisz – sztuka wyboru działki

Pierwszą rzeczą, na którą zwraca uwagę przyszły inwestor to oczywiście miejsce – miasto czy wieś, osiedle czy dzika głusza, z sąsiadami lub lasem za płotem. Odległość od najbliższych sklepów, przystanków komunikacji miejskiej, dworców kolejowych, szkół czy miejsc rekreacji – to podstawowa rzecz do rozważenia przed wyborem nieruchomości. Ile potrwa dojazd do pracy? Ile zajmą cotygodniowe zakupy? Czy wszystkie punkty usługowe i handlowe są w racjonalnym zasięgu?

Często popełnianym błędem jest sugerowanie się wyłącznie geograficzną odległością od miasta. Wystarczy jednak – ponownie, wizja lokalna! – przejechać ten dystans w różnych porach dnia by poznać niekiedy bardzo smutną prawdę. Przejechanie tych 15 kilometrów owszem, zajmuje kwadrans, ale tylko w godzinach późnowieczornych. Rano i popołudniu na trasie tworzy się wąskie gardło, a wokół niego uciążliwe korki. Być może ogłoszenie pominęło niewielką informację o dwóch ruchliwych przejazdach kolejowych czy kilku sygnalizacjach świetlnych dzielących osiedle od obrzeży miasta? I przez ten lub inny mały detal przejechanie kilkunastu kilometrów w normalnym trybie zajmuje nie kwadrans, blisko godzinę. Subtelna, acz codziennie odczuwalna różnica.

Bliskość miasta nie jest wyznacznikiem komfortu – istotny jest realny czas dojazdu. Jeśli więc chcesz przekonać się o faktycznym stanie rzeczy, wybierz się na kilka godzin do wybranego miejsca, koniecznie w dzień roboczy, i przez większość dnia żyj życiem mieszkańca tej okolicy. Wybierz się rano w drogę do swojej pracy, wróć z niej po południu, sprawdź ile zajmie Ci rozwiezienie dzieci do szkół, wybierz się na szybkie zakupy – przeżyj wszystko to, co już niebawem może stać się Twoją codziennością. Obserwuj przy tym ruch uliczny, szukaj potencjalnie nieprzejezdnych miejsc i przy okazji rzuć okiem na to, ile Twój samochód w tym czasie pali. Koszt paliwa jest istotną częścią domowego budżetu – warto już teraz wiedzieć z jakimi wydatkami wiąże się nowowybrana okolica.

 

 

Nie samym samochodem człowiek żyje

Logistyka przejazdów między istotnymi punktami na mapie okolicy to oczywiście rzecz niebywale ważna. Zdecydowanie więcej czasu spędzisz jednak w samym domu – korzystając z urządzeń, używając łazienki, sprzątając czy gotując. Przed zakupem koniecznie upewnij się, czy wszystkie media są właściwie podłączone, ale jeśli nie, to czy są chociaż dostępne w okolicy. Sprzedawca może próbować przekonać Cię, że w tym czy innym miejscu biegnie gazociąg czy wodociąg, ale sama obecność mediów nie gwarantuje łatwego i bezproblemowego ich podłączenia. Szczególnie działki położone na obrzeżach miast i nie sąsiadujące blisko z nikim bywają pod tym względem mocno problematyczne… lub nieprzyzwoicie drogie.

Możesz zrezygnować z bieżącej wody czy kanalizacji na rzecz budowy własnego szamba bądź studni – wcześniej jednak upewnij się, czy na działce jest w ogóle taka możliwość.

Kolejnym, często kłopotliwym zagadnieniem jest dojazd do działki. Optymalny byłby dostęp do drogi publicznej – to, czy została ona wyznaczona, można sprawdzić bezpośrednio w urzędzie gminy. Dojazd do działki może bowiem prowadzić przez teren prywatny, nienależący do sprzedawcy. Ten zaś może być dostępny sezonowo, a z czasem może stać się zupełnie zamknięty jeśli np. sąsiad wybuduje ogrodzenie lub zagospodaruje swoją działkę w inny sposób.

Pomocna może okazać się rozmowa – z sąsiadami, mieszkańcami osiedla lub pracownikami sklepu czy punktu usługowego w okolicy. Będą dobrze zorientowani w plusach i minusach życia w tym rejonie. Być może powiedzą Ci, że po dużych deszczach na ulicach i w piwnicach stoi woda, może wskażą źródła uporczywego hałasu czy nieprzyjemnych zapachów, a może wprost powiedzą o problemach ukrytych głęboko pod ziemią.

Rozejrzyj się wokół. Sprawdź, gdzie są najbliższe latarnie, które mogą w nocy świecić w okno i jakie drzewa mogą rzucać cień na Twoją działkę. Poszukaj słupów wysokiego napięcia, poznaj topografię terenu, przejdź się okolicznymi ścieżkami i spróbuj przyjrzeć się swoim przyszłym sąsiadom. Zapytaj o opinię osoby trzecie – świeże spojrzenie może rzucić zupełnie nowe światło na miejsce, które jak Ci się wydaje znasz już dobrze. Przede wszystkim jednak z niczym się nie spiesz – nawet jeśli sprzedawca pogania, a oferta wydaje się okazyjna, lepiej zwyczajnie przespać się z tematem i wrócić do niego następnego dnia.

 

 

Działkowe wędkarstwo, czyli rzecz o haczykach

Jak uczy nas kino, jeśli coś jest zbyt piękne, by było prawdziwe, to najpewniej prawdziwe nie jest. Rynek nieruchomości jest pod tym względem jak srebrny ekran. Cuda czasem się tu zdarzają, ale częściej za cudami kryje się po prostu zwyczajne kłamstwo.

Miej się na baczności ilekroć widzisz nieprzyzwoicie okazyjną cenę w dobrej lokalizacji. Sprawdź, czy przypadkiem ogłoszenie nie wisi od dawna i jeśli tak jest postaraj się zdobyć więcej informacji. Być może wystarczy mała zmiana kierunku wiatru, by całe osiedle wypełniło się „aromatem” wiejącym znad zakładu utylizacji odpadów zwierzęcych, zlokalizowanego w sąsiedniej miejscowości…

Do znudzenia przypominamy o MPZP – miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. I po raz kolejny musimy to zrobić – przed zakupem należy upewnić się, czy działka takowy plan posiada. Jeśli nie posiada, to czy są nad im prowadzone prace. Równolegle warto złożyć wniosek o wydanie decyzji dot. warunków zabudowy. Dzięki nim dowiesz się, czy Twoja wymarzona inwestycja może zostać zrealizowana na tej konkretnej działce.

 

 

Inwestorski zen, czyli sztuka odpuszczania

Możesz jednak odrobinę się uspokoić i wyluzować – nie każdy aspekt zakupu nieruchomości przyprawia o ból głowy. Są rzeczy trywialne lub tylko powierzchownie istotne, o których można zupełnie zapomnieć na tym etapie inwestycji i wrócić do nich później, dużo później. Jednym z takich nieistotnych szczegółów jest kwestia estetyki. Kupując pustą działkę widzimy na niej tylko trawę, zarośla, może kilka drzew czy szopę przeznaczoną do wyburzenia. Mózg automatycznie kieruje nas w stronę działek bardziej zadbanych, z równo przyciętym trawnikiem, jabłkami na drzewie i gustowną ławeczką w narożniku. Działki zapuszczone, pokryte chwastami, gruzem i rdzewiejącym beczkowozem naturalnie odpuszczamy, serce rwie się do tych skrawków ziemi, o które ktoś ewidentnie bardziej zadbał. A to ogromny błąd.

Kupowanie oczami może prowadzić nas w stronę estetycznych i pozornie gotowych do użytkowania działek. Pamiętaj więc o dwóch rzeczach:

  • proces budowy domu gruntownie „przemodeluje” niemal całą powierzchnię działki – nawet w miejscach, gdzie nie pojawią się fundamenty. Pamiętaj o ciężkich maszynach poruszających się po działce, o rusztowaniach i miejscach gdzie składowane będą materiały – nawet najlepiej przystrzyżony żywopłot może takich atrakcji nie przetrwać
  • na tym etapie nie wiesz jeszcze dokładnie, gdzie stanie budynek, gdzie zmieści się garaż, a gdzie trzeba będzie poprowadzić podjazd. Obecny stan działki może drastycznie różnić się od tego, który zastaniesz na koniec budowy. Lepiej więc nie przywiązywać się do obecnego drzewostanu zastanego na parceli.

Pomyśl od strony praktycznej – działka nieco brzydsza i mniej wypieszczona będzie z pewnością tańsza od tej pieczołowicie pielęgnowanej. Oszczędność powinna spokojnie wystarczyć nie tylko na doprowadzenie terenu do porządku (przy odrobinie samozaparcia możesz to zrobić własnymi siłami lub… siłami rodziny i znajomych), ale wręcz na przystosowanie go do Twoich preferencji ogrodniczo-estetycznych. To, co na tym etapie powinno zaprzątać Ci głowę to jakość gleby.

Weź pod uwagę, że budowa domu to dopiero pierwszy krok. Spędzisz na tym terenie całe lata, a może wręcz dekady. To bardzo dużo czasu by zasadzić kilka drzew, przyciąć nieco dzikie krzaczory i postawić zestaw mebli ogrodowych. Prace porządkowe możesz zacząć równo z budową, gdy tylko poznasz bliżej plan zagospodarowania terenu. Nie przejmuj się więc chaszczami czy innymi aspektami estetyczymi działki – kup taką, która spełnia pozostałe Twoje wymagania. Jeszcze przyjdzie czas na „małego ogrodnika”.

 

 

Grunt, głupcze!

Wygląd „zewnętrzny”, czy raczej „powierzchowny” działki to jedna strona medalu. Drugą jest to, co kryje się pod ziemią – typ i jakość gruntu. W niektórych przypadkach budowa nie będzie możliwa od razu, tylko wiązać się będzie np. z adaptacją posadowienia czy fundamentowania budynku, albo wręcz wymianą gruntu. I uwierz mi, to nie są tanie rzeczy.

Rzadko który nabywca działki budowlanej decyduje się na badania gruntu i wielka szkoda. Badania geotechniczne nie tylko wskażą, jaki jest poziom wód gruntowych, ustalą skład chemiczny grunt, zmierzą lustro wody i potwierdzą obecność związków organicznych w glebie. Samo badanie na terenie działki trwa kilka godzin i najczęściej wykonywane są wtedy cztery odwierty o głębokości około 7 metrów każdy i średnicy około 10cm. Koszt takiego badania wynosi od dwóch do pięciu tysięcy złotych, więc nie jest to kwota błaha. Badanie pozwala jednak uniknąć wielu nieprzyjemnych niespodzianek na etapie budowy. Zawsze więc warto spytać właściciela o to, czy owe badania wykonał i poprosić o udostępnienie wyników, które jednoznacznie potwierdzą, czy działka ma charakterystykę odpowiednią do naszych planów.

Rozwiązaniem, które można zastosować w przypadku, gdy jesteś już blisko ostatecznej decyzji, jest spisanie umowy przedwstępnej z właścicielem działki. Należy w tej umowie umieścić zapis o rozwiązaniu umowy i zwrocie kosztów badań geotechnicznych, jeśli okażą się one dla Ciebie niekorzystne.

Badania trzeba wykonać nawet wtedy, gdy dookoła działki istnieją już zabudowania i wydawać by się mogło, że sytuacja gruntowa jest już wszystkim dobrze znana. Projektanci na etapie adaptacji projektu powinni i tak domagać się badań, więc ten wydatek jest tylko kwestią czasu.

 

 

Ukryte koszta

Cena działki w przeliczeniu na metr kwadratowy nigdy nie powinna być jedynym wyznacznikiem wartości tejże nieruchomości – należy tu rozważyć również wszelkie poboczności, które z pozoru mogą się wydawać pomijalne. Weźmy np. kwestię ogrodzenia ze zwykłej siatki, które mimo, iż nie sprawia wrażenia drogiego, to jednak potrafi kosztować nawet kilkadziesiąt złotych za metr bieżący. Ogrodzenie działki o powierzchni 1000m2, z furtką i bramą, kosztować może blisko 15 tys. zł – z bramą nawet 2-3 tysiące więcej. Jeśli więc działka jest już ogrodzona to może się okazać, że niepozorna siatka oznacza dla nas ogromną oszczędność.

Podobnie ma się sprawa z gruntem. Jeśli działka posiada odpowiednie parametry i nie wymaga podniesienia gruntu, oszczędność może być ogromna. W zależności od technologii i wykorzystanych materiałów podniesienie terenu o nawet 20cm może kosztować kilka tysięcy złotych. Jeśli grunt wymaga większych prac czy niezbędne jest np. podsypanie znacznej ilości kamienia, ten koszt wzrasta nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych i znacząco wydłuża czas budowy.

Porównując oferty nie należy więc sugerować się wyłącznie przelicznikiem zł/m2. To dobry punkt wyjścia, ale jak widzisz jest wiele innych zmiennych, które wymagają rozważenia. Przed zakupem zadaj więc sobie – a może też pośrednikowi i firmie realizującej budowę – ile pieniędzy trzeba wydać, aby przygotować działkę do właściwej budowy. Odpowiedź na to pytanie może czasem zadziałać jak kubeł lodowato zimnej wody. Jeśli jednak koszta wstępne są dla Ciebie akceptowalne – możemy przystąpić do negocjacji!

Do szabel, panowie! – czyli o sztuce negocjacji

Absolutnie i niezaprzeczalnie: zawsze warto negocjować. Nie jesteśmy może na tureckim targowisku czy turystycznym bazarku w głębokiej Azji, ale obowiązują z grubsza podobne zasady. Sprzedawca podaje wymarzoną dla niego cenę licząc, że kupujący nie będzie kręcić nosem. W każdej cenie, którą widzisz w ogłoszeniach i na stronach internetowych, zawarta jest przestrzeń na upust. Czasem jest to tysiąc złotych, czasami dziesięć tysięcy, ale każdy sprzedawca liczy się z tym, że przed zakupem będzie od niego wymagany „gest dobrej woli”. Miej więc świadomość, że wszędzie jest przestrzeń do negocjacji i targowania – Twoim zadaniem jest wybadać jak duża jest to przestrzeń.

Kupno nieruchomości to złożona sprawa i przedłużające się negocjacje mogą doprowadzić Cię do łez zwłaszcza, jeśli szukasz już kilka dobrych miesięcy i po złożeniu kilku ofert nadal nie udało się doprowadzić negocjacji do szczęśliwego końca. Możesz nawet czuć pokusę, by kolejną propozycję zaakceptować bez dyskusji – zachęcamy jednak, by nie dopuszczać do siebie tej myśli. Żaden szanujący się sprzedawca nie przerwie rozmów tylko dlatego, że proponujesz niższą cenę niż ta wskazana przez niego. Kto pyta ten nigdy nie błądzi, a najgorsze co może Cię spotkać to uprzejma, ale zdecydowana odmowa obniżenia ceny. W najlepszym wypadku sprzedawca zgodzi się na Twoją propozycję i będziesz o krok bliżej do wymarzonego domu.

 

 

Co mi się nie podoba – czyli o wartości wybrzydzania

Choć może się to wydawać nieintuicyjne, to odrobina kręcenia nosem może przynieść wiele korzyści w trakcie negocjacji. Wskazanie sprzedawcy wszystkich braków, niedoróbek i niewygód wiążących się z oferowaną nieruchomością być może nie przekona go, że próbuje sprzedać bubel, ale na pewno delikatnie zmiękczy jego postawę – o ile oczywiście nie przesadzisz z uwagami i nie obrazi się już na starcie. Wykonaj więc przed rozmową proste ćwiczenie: pomyśl, co będzie Ci przeszkadzać w mieszkaniu w tej okolicy czy też w samej budowie domu. Możesz trochę wyolbrzymiać i pozwolić sobie na lekkie przeczulenie – na tym etapie ryzykujesz tylko wydłużeniem procesu zakupu.

Podejścia mogą być różne. Możesz narzekać na brak dostępu do mediów, na brak szybkiego Internetu na osiedlu, na brak ogrodzenia czy nadmiar drzew i krzaków na posesji. Możesz blefować, że rozważasz kilka propozycji w okolicy i że zdecydujesz się na najbardziej korzystną ofertę. Możesz dorzucić od siebie trochę entuzjazmu i zauważalnej słabości do omawianej nieruchomości, ale nie przesadzaj z emocjami – nie możesz przecież pokazać, że za bardzo Ci zależy!

Jak mówić o pieniądzach?

Mały detal, który może nieco wspomóc Twoje negocjacyjne wysiłki, to odnoszenie się do ceny za metr kwadratowy, a nie do ceny całkowitej. Nawet zmiana o kilka złotych potrafi zrobić ogromną różnicę – przy działce 1000m2 obniżka o 10zł za metr może oznaczać już 10 000zł oszczędności. W ten sposób uzyskanie korzystnej ceny jest odrobinę łatwiejsze, bo omawiane kwoty są na chłopski rozum mniejsze. Pamiętaj, że każda zaoszczędzona złotówka się liczy i zasili budżet wykończeniowy – na tym etapie budowy przydadzą się wszystkie rezerwy, jakie jesteś w stanie zorganizować.

Reguła kciuka mówi, że z każdej ceny da się coś urwać – czasem to 1%, czasem kilka procent więcej, ale niemal zawsze negocjacje przynoszą zauważalny efekt. Bezpiecznie można przyjąć, że każdy sprzedawca celowo zawyża cenę w ogłoszeniu, zostawiając sobie pole do ewentualnych manewrów. Nie należy też sugerować się okrągłymi liczbami – nie trzeba licytować się okrągłymi tysiącami czy dziesiątkami tysięcy. Sprzedawca podaje swoją cenę, Ty podaj swoją i spotkajcie się gdzieś pośrodku – nawet, jeśli ostateczna kwota nie będzie się ładnie zaokrąglać.

Nie każdy sprzedawca to as marketingu i psychologii – to też zwykli ludzie, którzy sprzedają działki po raz pierwszy i być może ostatni w życiu. Może potrzebują na gwałt pieniędzy, a sprzedaż przeciąga się z miesięcy w lata? Może działka to rodzinny spadek, a może jedna z wielu wydzielonych z większej całości? Może w wycenie zasugerowali się wartością innych działek w okolicy? A może nie znają się zupełnie na sprzedaży i nieruchomościach i z miłą chęcią pozbędą się działki nawet za znacznie niższą kwotę?

Nie znasz motywacji kryjących się po drugiej stronie stołu, nie trać więc wiary w to, że porozumienie jest możliwe i korzystne dla obu stron, nawet mimo niższej ceny. Nie ma więc co bawić się w subtelności – niech punktem wyjścia będzie propozycja o ok. 1/4 niższa od kwoty z ogłoszenia. Jeśli w okolicy dostępne są również inne działki to taki zabieg będzie bardziej skuteczny. Nawet jeśli żadna z nich Cię nie interesuje to sprzedawca o tym nie wie, ale będzie mieć poczucie, że masz duży wybór.

 

 

Pośpiech wysoce niewskazany

Wielu sprzedawców ma świadomość, że czas niekoniecznie działa na ich korzyść. Każdy miesiąc, kiedy ogłoszenie „wisi”, a do sprzedaży nie dochodzi, to dla nich dodatkowe koszta i rosnące ryzyko, że pojawią się nowe oferty z tej samej okolicy i zmniejszy szansę na sprzedaż. Akceptowanie pierwotnej wyceny nie jest więc rozsądne i zawsze warto podjąć próbę zbicia ceny.

Jeśli twarde negocjacje to nie Twój styl, możesz spróbować metody „na ładne oczy”. Porozmawiaj ze sprzedającym, zadaj swoje pytania, daj się trochę poznać jako człowiek i opowiedz, co Ci się podoba w omawianej nieruchomości. Wskaż jej zalety i wady, odnieś się do pobocznych korzyści jak ładna okolica, dostęp do terenów rekreacyjnych, bliskość centrum handlowego itp. Na koniec tej rozmowy zapytaj wprost o ile sprzedający jest gotów obniżyć cenę. Po sympatycznej rozmowie często może paść korzystniejsza propozycja, która – co warto podkreślić – nadal nie jest ostateczną kwotą. To po prostu kolejny krok w negocjacjach.

O czym możesz nie wiedzieć, to że w trakcie pertraktacji ze sprzedawcą… w zasadzie nie musisz podawać swojej propozycji – przynajmniej do pewnego momentu. Dopóki właściciel działki sam nie poprosi o kontrofertę wystarczy spokojnie z nim rozmawiać. Jeśli traktujesz rozmówcę jak partnera i odnosisz się do niego z należytym szacunkiem to jesteś na dobrej drodze do wynegocjowania korzystnych warunków zakupu.

 

 

Rączka rączkę wspomaga…

Rozmawiać można zresztą nie tylko o upustach kwotowych. Wszyscy jesteśmy ludźmi, nie tylko stronami w transakcji, warto więc mieć oczy i uszy otwarte na interesujące szczegóły, które mogą przydać się w dyskusji. Być może sprzedawca prowadzi firmę, która może pomóc w budowie – np. sklep z materiałami lub firmę transportową? Może jest w stanie w ramach transakcji na swój koszt wyrównać teren lub wykarczować zbędne krzaki czy drzewa? A może potrafi w inny, pozafinansowy sposób „osłodzić” sprzedaż? Warto rozmawiać i szukać dla siebie okazji do oszczędności, także tych niematerialnych.

Silnym argumentem, który warto zostawić sobie na sam koniec rozmów, jest płatność w gotówce. Dla wielu sprzedawców perspektywa czekania na zakończenie formalności w banku jest czynnikiem odstraszającym. Uzyskanie kredytu trwa od kilku tygodni do nawet kilku miesięcy, jeśli pojawią się jakieś problemy. Płatność gotówką potrafi przekonać nawet bardzo opornych negocjatorów. Warto mieć tego asa w rękawie niemal do samego końca.

Koniec targów obowiązkowo należy przypieczętować rezerwacją w postaci umowy przedwstępnej. Bez niej żadne ustalenia nie są wiążące – egzekwowanie w sądzie umowy ustnej w takim przypadku nie jest grą wartą świeczki. Bez podpisanej umowy właściciel działki ma zupełną swobodę w poszukiwaniu innych kontrahentów i negocjowaniu sprzedaży od nowa.

 

 

Kwestie formalne i niebanalne

Warto tu rozróżnić zadatek od zaliczki. Zaliczka wraca do kupującego w razie odwołania transakcji. Jeśli jednak sprzedawca wycofa się z umowy, a wpłacony został zadatek, to zwracana jest jego dwukrotność. Niestety, jeśli to Ty rozmyślisz się z transakcji, Twój zadatek przepadnie bezpowrotnie. Jeśli więc nie przewidujesz zmiany zdania to lepiej będzie, jeśli w umowie znajdzie się zapis o zadatku, a nie o zaliczce.

Bezpieczniej jest podpisywać umowę podczas spotkania z notariuszem. Zawarcie aktu notarialnego skutkuje umieszczeniem Twojego roszczenia w księdze wieczystej i gwarantuje Ci pierwszeństwo zakupu działki. Możesz dzięki temu domagać się podpisania tzw. umowy przyrzeczonej (umowy sprzedaży nieruchomości) od obecnego i każdego przyszłego właściciela nieruchomości, który dokonał jej zakupu już po ujawnieniu roszczenia w księdze wieczystej.

Bez notariusza również można się dogadać – wystarczy do tego zwykła kartka – natomiast jest to wariant bardziej ryzykowny, gdyż sprzedawcy jest o wiele łatwiej wycofać się z takiej umowy. Poza tym na rynku nieruchomości, tak samo jak w branży motoryzacyjnej i wielu innych, pełno jest naciągaczy i oszustów. Ostrożność popłaca i zdrowy rozsądek powinien zawsze brać górę nad pośpiechem i działaniem impulsywnym. Osoba po drugiej stronie stołu to najczęściej ktoś zupełnie obcy i nawet jeśli dobrze się ubiera czy sprawia wrażenie godnej zaufania to obowiązywać powinna zasada ograniczonego zaufania.

Dlatego też sumiennie sprawdzaj wszystkie dokumenty, wypis z ewidencji gruntów, wyniki badań geotechnicznych, księgę wieczystą i warunki zabudowy. Na tym etapie słowo właściciela nie ma żadnej wartości: wszystko musi mieć potwierdzenie w dokumentach. W przypadku wątpliwości możesz zwrócić się do projektanta czy też zlecić usługę analizy działki.

Akt notarialny zostanie odczytany na głos przed podpisaniem i to ostatnia okazja by upewnić się, że wszystko rozumiesz i ze wszystkim się zgadzasz. Jeśli któryś zapis budzi wątpliwości – pytaj notariusza. Jego zadaniem, często słono płatnym, jest bezbolesne przeprowadzenie obu stron przez transakcję. Bez łez i bez jakichkolwiek niejasności. Biuro notariusza opuszczasz jako właściciel cudownej działki – to dobry czas na małe świętowanie. Potem czas zabrać się za przygotowania do budowy!