Własny Dom z Partnerem – Czas, pośpiech i zen

Zbliża się koniec wakacji i wraz z nim nadchodzi końcówka lata – symboliczny koniec wypoczynku i powrót do obowiązków.

Za nami kilka części poradnika, w nich sporo praktycznych i popartych doświadczeniem rad i porad. Zapomnieliśmy jednak wspomnieć o rzeczy bodaj najważniejszej – o czasiei jego niedoborze.

Tempus fugit

Każdy omawiany przez nas aspekt przygotowań i realizacji budowy wymaga czasu. Od pierwszych podjętych działań, poszukiwań działki, wizji lokalne i spraw załatwianych w banku minęło już przynajmniej kilka miesięcy, a Tobie spieszy się do nowego gniazdka i oczyma wyobraźni urządzasz w nim swoją przytulną sypialnię, męski pokój gier albo wymarzoną kuchnię. A na budowie nie wbito jeszcze pierwszej łopaty!

Sprawdzanie wszystkich podwykonawców, weryfikowanie rynkowych ofert, porównywanie cen – to wszystko zajmuje kolejne dni i wolne popołudnia. Nawet w pracy myślisz o budowie domu. A tyle spraw wciąż czeka: poza wybudowaniem domu trzeba go przecież wykończyć! Wciąż brakuje Ci czasu, a poza Twoim wielkim projektem masz przecież pracę, znajomych, rodzinę, musisz wyprowadzać psa, sprzątać w obecnym mieszkaniu, jeździć na zakupy… i zaczyna do Ciebie szeptać licho.

O harcerzu, co w pokrzywy wmaszerował

Pokusa skrócenia sobie drogi do celu jest ogromna i czai się dosłownie na każdym kroku – przy wyborze działki, przy wyborze oferty kredytowej, przy wyborze podwykonawcy, przy zakupie materiałów. Wyższa cena i gorsza jakość stają się nieistotne w obliczu dostępności od ręki, krótkich terminów realizacji i popchnięcia prac choćby o krok do przodu.

To moment, w którym należy zwalczyć instynkt, poćwiczyć silną wolę i nie dać się pokusom. Żadnym. Trzymaj się planu i nie szukaj dróg na skróty. Wszyscy, którzy kiedykolwiek budowali dom, przeżywają te same rozterki. Teraz, w epoce Internetu, nietrudno jest co wieczór zaczytywać się w kolejnych informacjach, poszerzać swoją wiedzę, ale też mnożyć obawy i paranoje. Obserwując jak zmienia się tempo prac łatwo przestraszyć się, że coś jest nie tak – że budowa idzie zbyt wolno, że podwykonawca się nie stara i że bez naszej szybkiej interwencji całemu projektowi grozi klęska.

 

 

Keep your zen

Należy jasno podkreślić, że początki każdego projektu budowlanego są relatywnie łatwe i szybkie. Szeroka dostępność działek, firm budowlanych, ofert kredytowych i prężnie działające sieci sprzedaży znacznie usprawniają pierwsze etapy budowy. To też czas, kiedy kolejne zmiany najczęściej widać gołym okiem i można je obserwować niemal z dnia na dzień. Prawdziwe budowlane katusze zaczynają się dopiero na późniejszych etapach prac – oczekiwanie na pogodę, na materiały, na dostępność fachowców, na schnięcie materiałów. Nie od dziś wiadomo, że to prace wykończeniowe wykończyły niejednego właściciela domu…

Podchodząc do sprawy racjonalnie i na chłodno, przy inwestycji tych rozmiarów wszystkie decyzje impulsowe na dłuższą metę szkodzą. Tani podwykonawca może okazać się niesłowny, leniwy bądź nieprofesjonalny na sto różnych sposobów, a współpraca z nim może przysporzyć Ci niepotrzebnych stresów i niestrawności. Tanie materiały dadzą chwilową oszczędność, ale znacznie przybliżą termin pierwszego poważnego remontu w domu – a jeśli masz pecha, to przesuną w odległą przyszłość przeprowadzkę do właśnie budowanego lokalu.

Zapytaj też siebie o to, dlaczego w zasadzie masz się spieszyć? Jakiekolwiek przymusy, jakie pod tym względem odczuwasz, są wyłącznie subiektywne. Nie poddawaj się romantycznym frazesom w stylu „nowy rok – nowy dom” czy „wakacje we własnym ogrodzie”. Dom to projekt na całe życie, a nawet na kilka pokoleń. Życie w nim ma być czystą radością i wszelaki pośpiech tylko tę radość zmniejszy lub oddali w przyszłość. Zachowaj więc spokój, odnajdź swój zen i nie daj się presji – wszystko ma być zrobione dobrze, a nie szybko.

 

 

 

Kto dwa razy płaci ten… mniej traci?

Oczywistym dylematem jest kwestia spłacania kredytu za dom, do którego wciąż nie można się wprowadzić. Mieszkasz w bloku, płacisz czynsz i rachunki, a z każdym miesiącem pozornie tracisz pieniądze, bo zamiast spłacać kredyt hipoteczny wpłacasz je na konto właściciela lokalu. Słowo klucz to „pozornie”. Po pierwsze, podejmując się budowy domu przy jednoczesnym wynajmie obecnego mieszkania musisz liczyć się z okresem, w którym dwie duże opłaty będą występować równolegle. A po drugie, ewentualne błędy spowodowane przez używanie tanich materiałów i współpracę z problematycznymi budowlańcami kosztują Cię o wiele, wiele więcej, niż jeden czy dwa dodatkowe czynsze.

Co więc zrobić, gdy projekt odrobinę Cię przerasta, a myśl o budowie powoduje mimowolny zgrzyt zębów i ucisk w lędźwiach?

Przede wszystkim – zachowaj spokój.

Poodychaj trochę.

Oczyść myśli.

Może posprzątaj w garażu albo zmyj naczynia?

Wyjdź na spacer z psem?

Albo… załóż mały, piaskowy ogródek zen?

 

 

Odpoczynek jako ostateczność

Jeśli to nie pomaga, weź urlop od projektu. Nie otwieraj Muratora ani Budujemy Dom. Nie szukaj ładnych płytek do łazienki, nie wertuj promocji w gazetkach z Castoramy czy OBI, nie patrz na meble, nie interesuj się niczym, co ma związek z budową.

Pozwól sobie odpocząć, złap wiatr w żagle i wróć do tematu za kilka dni. Za Tobą mnóstwo pracy i zainwestowanej energii – należy Ci się odrobina przyjemności.

A jeśli nadal nic nie pomaga – wybierz się na budowę i rozejrzyj dookoła.

Popatrz na wykopy, fundamenty, ściany.

Zobacz, że wszystko idzie do przodu, wszystko płynie, miarowo i w swoim tempie.

Zobacz, jak buduje się Twój nowy dom.

Weź głęboki oddech i rozejrzyj się po okolicy.

Już niebawem to będzie Twoje nowe miejsce na Ziemi.